poniedziałek

wczoraj samochodem, celem wieś Wróblewo w Poznańskim. Nawigacja poprowadziła nas do innego Wróblewa w tym samym województwie.
A więc na jawie, któryś z moich snow o zagubieniu, o błądzeniu. Upał był niemożliwy, ale nasz dobry samochód ma dobrą klimatyzację i w ogóle nie było to problemem.

We Wróblewie pałac z 1864 roku , kiedyś w runie, teraz perła architektury. Zachwycającą wnętrza. Bardzo dobry gust. Na ścianach dobre współczesne malarstwo, jest nawet obraz znakomitej Małgorzaty Mirgi-Tas. Apartamenty dla gości ogromne, też z obrazami, wielkie łazienki. Każdy apartament urządzony w innym stylu. Ja i Ewa dostajemy osobne pokoje. Piękny park, duży basen. W neorenesansowych oknach , pałac stoi na wzgórzu, krajobrazy jak w Toskanii. Raj na ziemi dla kogoś kto ceni sobie piękno i luksus. Posiłki jak w wyrafinowanej restauracji. Kucharz zanim je poda, opowiada o nich, jak były robione i jak powinny smakować. Wszystko po angielski ze względu na gości Amerykanów. Obszerne sale dla ćwiczeń, też przezroczysty duży pawilon o ogrodzie . … Uprawiamy tu jogę i są różne ćwiczenia relaksacyjne. Zalewie ośmiu gości wraz nami. Piękna czteroosobowa rodzina w Nowego Jorku, miły człowiek ze Sztokholmu. Nie powinno sie używać telefonów ani komputera. Dla mnie zrobiono wyjątek.
Trójka z nas od południa skazana została na całkowite milczenie. I tak do piątku. Dni bez słowa. Amerykanie zdecydowali się na próbę całkowitej ciemności. Zamknięci osobno w gustownych bunkrach zostają tam do piątku w mrocznych klatkach. To podobno niezwykle doświadczenie, ale bałbym się swoich demonów.

PODYSKUTUJ: