piątek

Czytam dzienniki Nałkowskiej, czasy stalinowskie. Iluż tam bliskich i znajomych się przewija, też mój ojciec. To aż taki stary jestem! „Widzę na niebie klucz Pterodaktyli”. Nic nie pamiętam, a są w tych księgach moje podkreślenia. Stalinizm przeplatam życiem codziennym w antycznym Rzymie, czasy Trajana. Nowość „Czytelnika Alebro Angela, „Jeden dzień w starożytnym Rzymie”. Fascynujące. Zasypiam dobrze po czwartej rano.

Do „Czarnej owcy”, miałem się spotkać z Pawłem, nie dojechał, słaby głos w telefonie, martwię się o niego. Z Kasią ustalam: „Splot słoneczny „będzie miała twardą okładkę, format jak „Wyszedł z siebie i nie wrócił.” Super. Z okładki jestem zadowolony,

W banku. Przede mną tylko para starszych ludzi, jedna kasa czynna, jakaś jejmość ją okupuje, widać, że przyszła jak do księdza, czy do lekarza, żeby pogadać. On, kulturalny, ale traci cierpliwość. Jak długo jeszcze. Po czym ciszej: do głosowania na PiS to na pewno biegła. Jejmość kończy. Wtedy poznaję, że to mama mojej sąsiadki. Pierwsza myśl, skłonność do wielosłowia to cecha rodzinna. Wita się ze mną serdecznie. I pyta: to panie Tomku, kiedy idziemy na demonstrację Wiem,że chadza systematycznie. Myślę: Polska 2018 roku.

Samochód. Ucieka mi powietrze z tylnych opon. Czemu to robi, jak to możliwe, że z obu? Wiozę jednak dzieci do cioci, wcześniej sprawdzam ciśnienie.

Antoś wczoraj: bo jestem bardzo wrażliwy na strach. To prawda. Martwię się, jak on sobie da radę w życiu. Ciągle zawieszony między wielką radością i wielka rozpaczą. Proporcje są mniej więcej równe.

Druga i ostatnia część „Splotu” po redakcji. Nie czytam dokładnie, idę po schodkach uwag redaktorki.

PODYSKUTUJ: