Czwartek

W Prudniku dwie noce spałem z Domu Kultury, jeden z najbardziej imponujących w Polsce, w starej obszerne wilii Frankla, przedwojennego przemysłowca pochodzenia żydowskiego , który bardzo wiele zrobił dla Prudnika. Świetnie zachowane ciemnobrązowe boazerie, w holu fontanna z dużą rzeźbą. Mały Prudnik ma wielki zabytkowy dom kultury. I jest nawet winda.

Prudnik byłby ładny gdyby go umyć i odświeżyć, nie dojrzałem ani jednego domu, który byłby w renowacji. Ładna dobra restauracja na rynku, tam też smaczna cukiernia.

Miałem też spotkanie w szkole, budynek sprzed ponad wieku, 160 uczniów, udało mi się ich nie zanudzić, to się wie, czy widownia słucha. Podeszła potem uczennica, by mnie spytać, czy naprawdę znalem Szymborską. Potwierdziłem. Nie mieściło jej się to w głowie. Wyglądała na oszołomioną.

Z Pauliną, która prowadziła ze mną spotkania, psycholog, poetka, obiad i dwa razy piwo. Poznaliśmy się w Nysie rok temu, od tego czasu mamy stały kontakt. Ciekawy pomysł przy piwie, by spróbowała być moją literacką agentką. Bardzo kogoś takiego potrzebuję. Głównie za załatwiania spotkań autorskich. Reperuję dzięki nim budżet, a też spotykam niezwykłe miejsca i ciekawych ludzi.

PODYSKUTUJ: