Upał, a powinienem jechać na podpisywanie książek, Park Krasińskich, godz. 13. Imieniny Jana Kochanowskiego. Ewa mnie straszy, że umrę od gorąca, myślę, że prawie nikt nie przyjdzie, chadzają na takie kiermasze niemal wyłącznie starsi ludzie a dzisiaj raczej zostaną w domu. Pojadę jednak choćby tylko dla jednej osoby.
Nie miałem racji, dużo ludzi też starych, nawet znajome 80 latki. Kolejki do mnie nie było, ale wartościowi ludzie przyszli po dedykację, zwykle czytelnicy moich felietonów w Przeglądzie. Jak dziki? , pyta mnie jeden. Niepokojąco ile ujawniam faktów z mojego życia. Potem z E. siadamy w Pałacu Krasińskich, luksusowo klimatyzacja. Szczerze o naszych problemach rodzinnych. Wcześniej z parą znajomych, którzy przylecieli ze Stanów. Mają tu mieszkanie, spędzają w Warszawie po pół roku. Mają po 80 lat, niezwykle aktywnie biorą udział w życiu kulturalnym, są zawsze i wszędzie. Ona jednak skarży się, że czuje się odrzucana. Nie rozumiem czemu. Okazuje się, że jest gorącą zwolenniczką Trumpa. Jest pochodzenia żydowskiego, a Trump to dla Izraela dobry ojciec.
Chłopcy malują nasz duży betonowy taras farbą do betonu, kolor grafitowo niebiesko fioletowy. Ja ich doglądam, trochę sam maluję. To był mój pomysł i świetnie to wygląda.
Słucham Chłopów ” Reymonta” , cudowna, mięsista, gęsta proza, nigdy bym do tego nie wrócił w papierze. Zasłużył na Nobla.