w nocy wielkie chrumkanie przy furtce, rano pokaźny dołek w miejscu gdzie dziki ryły niedawno, jakby chciały się podkopać, uszkodziły pieniek pięknego kłącza. Nie wiem czy nie umrze, a oplata cześć ogrodzenia Chyba przestaję lubić dziki. Mają świetną pamięć i po wielu dniach wracają w miejsca gdzie kiedyś narozrabiały.
A w nocy męka, okropny koszmarny sen, jak zwykle zagubienie w podróży, niemożność. Wszystko pamiętam i nie od razu po przebudzeniu dochodzę do siebie. Na dodatek w oknie mojej pracowni dobudowa piętra w pobliskim domu. Instalują wielki góralski drewniany dach i od świtu walenie i stukanie. Chłopcy też o świcie przebudzeniu i gotowi iść robić awanturę. Szczególnie bojowy Franek, bo ma w sobie moc. A przy okazji zamurowują mi piękny widok z okna w pracowni. Uczę się nie przejmować tym na co nie mam wpływu. Chociaż ludzie na ogół przejmują się właśnie wtedy jak nie mają na coś wpływu. Z wiekiem uczymy się godzić z nieuchronnym.
Na Mordorze w Luxmedzie. Upał rozpuszcza miasto.
Nie mogę otworzyć metalowej puszki z farbą. Kontynuacja snu o niemożności, nie mogę i już, opływam potem…