czwartek

śpię za długo, wychodzę z kina moich snów w mokrej od potu koszulce nocnej i od razu dopada mnie troska, jak żyć?

Już przypomniało mi się co mi się śniło. Musiałem wspinać się na Mont Everest, a mam, lęk przestrzeni, dlatego tak się spociłem

List od P. po latach, list? właściwie długi esej, świetnie napisany, mądry, miała chyba 16 lat, kiedy po raz pierwszy napisała do mnie z prośbą, abym zrobił z niej drugą Masłowską. Już wtedy uderzyło mnie, jaki ma talent, nie mniejszy do Doroty. ( minęło kilkanaście lat i nic z tym nie zrobiła, mimo moich wielkich wysiłków i namów). Jej listy do mnie sprzed lat to niemal gotowa książka, świetna. Taki strumień świadomości młodego pokolenia. Bezcenne literacko i jako dokument. Tragikomiczne perypetie jak chciała sprzedać cnotę, to jeden z wielu wątków. „Buszujący w zbożu” Salingera odpada. Piszę to zupełnie poważnie. Mam to wszystko w swoim komputerze i cierpię, że to się marnuje. Czasami mam ochotę jej ukraść ten materiał.

Zajrzałem do tego materiału, tak, miałem wtedy 59 lat ona 16, jej pierwszy list tak się zaczynał

„””Zanim zaczęłam pisać, od razu się rozpłakałam i postanowiłam, że to opiszę. chwilę później, po wystukaniu tych kilku liter, doszłam do wniosku, że to zbyt błahe i absurdalne by mogło mi zjednać człowieka twojego pokroju. mam 16 lat, ty 59 moje zdania będą rozszarpane i nieskładne, ja to wiem już teraz. w dodatku bezczelnie sobie pozwalam na pomijanie tytułów i jestem w tym wszystkim pretensjonalna a przecież każdy chciałby dobrze wypaść. Czuję, że to wiadomość mojego życia, jakaś szalenie ważna weryfikacja całej mnie, takiej, jaką się stałam po tych wszystkich moich i nie moich latach.

Czytam cię i czuję, że w tak wielu momentach cię rozumiem, chociaż nie zawsze się zgadzam, nie zawsze mogę to wszystko dzielić czasami tylko patrzę, właściwie częściej. ale to patrzenie sprawia mi wiele radości, czy raczej szczęścia bo o to chyba trudniej, wyobrażam sobie, że moje ja też kiedyś może być podobnie silne i czułe podobnie aktualne i pamiętające, cholera za bardzo się skupiam na tym co piszę i za wiele bym chciała osiągnąć i wydaje mi się, ze jak się do tego przyznam to będzie mi jakoś łatwiej albo, że przynajmniej to mnie w jakiś sposób usprawiedliwi. jestem blondynką, farbowaną. kiedyś miałam rude i mnie wyśmiewali, przezywali, więc sie przefarbowałam. teraz to mnie usprawiedliwia a jeżeli nie, to sama podkreślam, że powinno. łatwiej startować z pozycji mało bystrego pokemona i potem zaskakiwać niż dźwigac to cholerne brzemię wszystkiego. wiem, że teraz trace szansę na jakiekolwiek lepsze, bardziej przemyślane ujawnienie sie w przyszłości. ale kto wie, może innym razem nie starczy mi może nie tyle odwagi, co desperacji, może ktoś z nas umrze i co wtedy. W prawdzie nie liczę na nic, piszę bo myśl, że nie wyląduje to wszystko w prózni, a byc może będzie miało ujście w najszerszym umyśle jaki znam, razem z nowakowskim i wildem ale to działa trochę inaczej, w inne strony. „””
No i tak dalej , najpierw strumień świadomości, potem rzeka slow, około 300 stron, …kulminacja jest proba sprzedania cnoty przez internet. Niewiele brakowało, ale na szczęście sie nie udalo.

U miłych sąsiadów grill i pyszna kolacja. Są też ludzie, którzy będą z nami w Toskanii, gdzie dla trzech rodzin wynajęliśmy dom. Dzieci szaleją. Nie da się nie rozmawiać o PiSie na poważnie i na śmiesznie.

Jutro o 7.40 rano mam mówić w TOK FM o literaturze, czy może, czy powinna, czy pokazuje społeczno-polityczną sytuację? Dla mnie to tak wczesna godzina, że rozważam, czy w ogóle iść spać.

PODYSKUTUJ: