mimo, że pobrałem swój cudowny Kertel nie mogłem zasnąć, zjadałem coś i wypiłem melisę, zrobiłam coś czego nie powinienem robić o 4 rano już zdesperowany połknąłem Nasen i nie zasnąłem. Nie pamiętam jeszcze tak uparcie bezsennej nocy. Co się stało. Właściwie nic. W łóżku byłem przed północą, kończyłem czytać wiersze na konkurs poetycki w Chybiu…to było raczej monotonne i usypiające. Napisałem wiersz kilka innych poprawiłem. Zgasiłem światło, Nie słuchałem nawet żadnej książki by sie nie rozpraszać. I nic. Płynęły godziny wielkie i powolne jak wieloryby. Zwlokłem się z łóżka po 10 bo ciągle miałem nadzieję, że zasnę. Nic z tego. Nie rozumiem co się stało. A co najdziwniejsze ta noc nie była koszmarem. Płynęło mi się przez noc przyjemnie. A co już zupełnie zdumiewająco, nie jestem zmęczony czy senny, na brak snu zawsze reagowałem bólem głowy i rozbiciem. Nic z tego. Dobry dzień, optymistyczny, sporo piszę.
Ewa u fryzjera. Z Antkiem do wietnamskiej restauracji …smakuje nam tajski danie z krewetkami. Franek w Blue city, otwarto dzisiaj ogromną siłownię, pierwszy dzień za darmo, ze szkoły pojechał z kolegą… Frania nosi jak to Frania, wczoraj też ciężko pracował na siłowni.
Ktoś napisał: Szef największej partii opozycyjnej, (czyli prezes) gra polexitem, a prezydent wciąga do mainstreamu partię, której lider stosuje rękoczyny, neguje komory gazowe, używa antysemickiego języka, chce zniesienia sankcji nałożonych na Rosję. To droga do katastrofy.
Franek wrócił z nowej siłowni, mówi, że wielka przestrzeń, wygląda jak skrzyżowanie pojazdu kosmicznego z burdelem. Zadowolony bo dawano za darmo jeść i pić. Wycisnął 110 kg, to jego nowy rekord. Doszedł do tego zaledwie po roku ćwiczeń.
Zbliża się 23 a ja nadal nie jestem senny ani zmęczony mimo nie przespanej nocy. Właściwie mnie to niepokoi.
Bardzo powoli czytam biografię Marleny Dietrich jej córki Marii Rivy. Wybitna literacko a też faktograficznie. Nie jestem tylko w stanie pojąć, jak można było tyle rzeczy zapamiętać, też tysiące detali na przestrzeni tak wielu lat. Musiała by prowadzić od dziecka skrupulatny dziennik, a nie ma o tym mowy.