wtorek

pojechałem do stolika i byłem sam, nikt nie przyjechał bo Krysia na wakacjach a ona jest magnesem i spoiwem. Ale było mi dobrze z moją kawą. Potem na pierwsze piętro kupić trochę moich książek na wyjazd do Prudnika, prześlą mi kurierem. I na chwile do redaktora Z. Lubię z nim pogwarzyć….Przy okazji dowiaduję się, że Czytelnik nie wyda mojego „Dziennika zewnętrznego” felietony z Kultury Paryskiej, żadne zaskoczenie a szef chyba wstydzi sie mi to powiedzieć. Moimi gorącymi czytelnikami byli m inn: Lem, Mrożek, Szymborska, Osiecka, Urban, Kwaśniewski, Miłosza złościły moje felietony ale czytał, podobnie Hebert…Julia Hartwig zawsze mi mówiła, że powinienem je wydać w książce, a teraz muszę szukać wydawcy i może to nie być proste. Bo już jest inny czas…

Świetny wpis na Facbooku Andrzeja Debkowskiego, nie znam go…w punkt
Mamy coraz więcej poetów i coraz mniej czytelników poezji. Coraz więcej książek i coraz mniej ludzi, którzy mają czas i potrzebę, żeby je czytać. Coraz więcej konkursów, nominacji, dyplomów, wyróżnień, antologii i spotkań autorskich, a jednocześnie coraz mniej rzeczywistego społecznego oddziaływania literatury. Można niemal odnieść wrażenie, że literatura zaczyna funkcjonować sama dla siebie. Poeci piszą dla poetów. Poeci czytają poetów. Poeci spotykają się z poetami. Poeci przyznają sobie nagrody, publikują w kolejnych antologiach, uczestniczą w kolejnych konkursach, a potem wracają do swoich miast i zastanawiają się, dlaczego społeczeństwo nie czyta poezji.”

PODYSKUTUJ: