czwartek

to już niemal czwarty dzień w pałacu we Wróblewie. Dwa raz w ciągu dnia joga i ćwiczenia oddechowe. To pierwsze dla mnie trudne, jestem pospinany i nie młody. Staram sie by to nie było upokarzające doświadczenie. Została nas trójka. Amerykanie w bunkrach w całkowitej ciemności, każdy osobno. Jakimś cudem to wytrzymują. A przecież wygląda to na torturę. Więc dla naszej trójki jakby pracuje ten cały pałac i ośrodek. Służba dyskretna i też milcząca. Wszyscy jakby chodzili na palcach z palcem na ustach. Porozumiewamy się z rzadka pisząc na kartkach.

Znakomita oryginalna kuchnia, wizualnie potrawy dzieła sztuki. Tu nawet winda jest ładna.

Brakuje mi tylko kawy, tu tylko ziołowe ciepłe napoje.

Wielkie zalety milczenia, milczenie zapobiega konfliktom. Mnie mówienie zawsze męczy a słuchanie czyjegoś gadania jeszcze bardziej. Po całym pałacu rozłożone są karteczki z długopisem, by można było sie porozumieć pisząc .Nawet ogrodnicy wiedzą, że jest czas milczenia. Wiedzą też dwa pałacowe psy i nie szczekają. Ciekawe, że jak się wejdzie w konwencje milczenia, jej złamanie słowem, jest równie nieestetyczne jak puszczenie bąka.

Gdyby tak w domu co drugi dzień był czas milczenia, o ileż lepsze byłoby nasze życie rodzinne. O ile świat byłby lepszy, gdyby były globalne dni milczenia. Milczenia zamiast wilczenia. Przed laty gdy byłem w ashramie w Indiach, przez dwa dni milczało kilkaset osób z całego świata. Waga tego milczenia była odpowiednio większa.

Pływanie w basenie, basen w parku, więc pięknie. Potem gdy czytam książkę, biografię Jesienina, obok przechodzi bocian.

PODYSKUTUJ: