środa

awaria Internetu, zawsze wtedy niepokój, a miałem dzisiaj wysłać felieton do Przeglądu. Konsultacja z infolinią pomogła.

Kupuję farbę do betonu i podkład na nasz taras. Cieszę się na to malowanie, może w weekend. Ąą dziwię się jak mnie cieszy takie głupstwo, jednak jestem estetą.

Cienki tom dzienników Mariana Brandysa, rok 1972, zbija mnie z pantałyku i tracę pewność, czy ma sens przepisywanie moich dzienników, lata 70, byłem wtedy głupkiem i pisałem jeszcze nie najlepiej. Kiedyś ten dziennik pana Mariana za bardzo mi się nie podobał, a teraz dla mnie bardzo ciekawy, ale ja mam pamięć tamtych lat i jestem z tego środowiska. Brandys bardzo mnie lubił i cenił, co sobie cenię. On i jego brat Kazimierz pochłonięci przez czyściec.

PODYSKUTUJ: