wtorek

wczoraj tylko do sklepu, muszę mieć jakiś cel by się ruszyć. Często widzę na naszej Hafciarskiej, starą, kobieta niezwykle szeroka w biodrach, wygląda jak gruszka na chudych nóżkach, przed nią zawsze jej niepełnosprawny syn, już niemłody, z gęstym czarnym wąsikiem, o niemądrej, nalanej twarzy. Wyprzedza ją o 10 metrów. Ona z torbami na zakupy. Jakaś straszna żałość zawsze bije od tej pary.

Żenuje mnie i zdumiewa ile stylistycznych mielizn w „Myszy, która ryknęła”. Energiczne metafory, ale zwykle chybione, nawet grafomańskie, ekspresja języka nie zawsze na miejscu. Przecież to było drukowane w Res Publice, nie mam tych numerów, ale domyślam się, że Basia Łopieńska ostro to zredagowała. Ania Bikont pamiętam, bardzo chwaliła ten tekst, mówiła, że takie teksty powinienem pisać.

W Czytelniku. Zapominam zabrać ze sobą komórki, dyskomfort i niepokój. Przy stoliku tłumnie, Krysia doprawdy przesadziła z tym gromadzeniem ludzi, tak się nie da normalnie rozmawiać. Zsunięto chyba sześć stolików. Przyszła Ania Piwkowska, rzadko bywa, bardzo chwaliła mój wybór wierszy, posłałem jej. Ale gdybym jej nie spotkał, nie napisała by mi pewnie słowa. Obok Anda Rottenberg, też rzadki gość, dosyć sztywna i dosyć surowa, jak to Anda.

W domu powiedziałem Antkowi, że zapomniałem komórki, on na to, że by wrócił do domu, nawet kosztem spóźnienia się na spotkanie, czy do szkoły. My czujemy w takiej sytuacji dyskomfort, oni nieznośny ból, jak narkomani.

Mam Franiowi opowiedzieć o Polsce Ludowej. Okazuje się to karkołomnie trudne, jąkam się, wikłam, irytuje mnie moja bezradność. Pewnie, gdybym miał wykład w dużej sali dla dorosłych radził bym sobie lepiej. Dla niego Polska Ludowa, to jakaś obca planeta, coś niepojętego. To dlaczego żeście się nie zbuntowali, pyta.

PODYSKUTUJ: