W nocy mecz, porażka Igi, niemal bez walki. Staram się tego nie brać osobiście
Wysyłam felieton do „Przeglądu”…
Już pracuję nad „Wypisami z mojego życia” , na razie to bajecznie proste kopiuję i szlifuje małe fragmenty z moich dawnych i nowych tekstów. Wściekłości na Magdę z Wydawnictwa Zwiedziała, która zgubiła tysiące stron komputeropisu mojego „Dziennika Zewnętrznego” chciała to drukować, nie wydrukowała i zgubiła. Wielka strata. To było oczywiście drukowane w Paryskiej Kulturze, ale nie będę przecież zimował w bibliotece. A właściwie czemu nie….
Dzwonię do Wieśka Uchańskiego, brakuje mi spotkania z nim, mówi, że jego matka ma 98 lat, upadła i się potłukła. Musi się to jakoś wyjaśnić lub jakoś ściemnić.
Śnieg po kolana. Franek na rower, co to śnieg dla niego, ja na spacer, spotykamy się przy lesie w sam czas, drogę przebiega wielkie stado dzików, kilkanaście sztuk, czarne jak diabły. Gapią się na nas. Franek mówi, nie patrz się na nie, nie prowokuj ich. A ja się gapię, w tym wysokim śniegu to surrealistyczny widok.
Na filmie „Hamnet”, piękny i wzruszający…znakomity obraz. Miło, ze Polak był operatorem, świetne zdjęcia, a kostiumy projektowała Polka.