jak to ja, nie spałem jeszcze o trzecie w nocy. Straszne hałasy w okolicy naszej bramy, ustały, po czym znowu, jeśli złodzieje to okrutnie hałaśliwi. W ciemności ujrzałem nagle, że fruwa biały plastikowy kosz na odpady. I przeraźliwie kwiki. Dzik. A przecież brama zamknięta. Musiał przecisnąć się przez otwór w ogrodzeniu przy liczniku gazu. Gdybym miał widły, to może bym na niego ruszył, a tak to tylko straszyłem go głosem, co on miał w ryju . Problem, że dzik wlazł do nas, ale po wyżerce, już nie potrafił tą sam droga wybiec, więc atakował wściekle skrzynkę gazową, uszkadzając podmurówkę. Otworzyłem zdalnie bramę i Franek, który się obudził, widział jak świniak skorzysta z okazji i czmycha.