mniej zapału do montowania ksiązki , nowy tytuł „Słodko gorzkie lata , wypisy z mojego życia. „Dzienniki, które mają byś szkieletem książki, bardzo słabe. Czytałem swój rok 88 /89, pisane bez talentu literackiego, bezmyślnie, a przecież za kilka lat będę pisał „Dziennik zewnętrzny ” do Kultury Paryskiej i ten tekst będzie chwalony przez Giedorycia, Mrożka, Lema, Szymborską, Herberta, Miłosza (ich obu on drażnił, ale go czytali …Jak to możliwe, skoro kilka lat wcześniej pisałem tak nędznie?
Jeden z nielicznych fragmentów z moich dzienników do wykorzystania.
Jest 4 lipiec. Słońce pali niemiłosiernie. Śmierdzi spalinami. Powietrze jest naelektryzowane. Tłum bab stoi w kolejce, która coraz grubsza aż nie wiedzieć kiedy zmienia się w tłum. Ten tłum faluje jak zboże na łagodnym wietrze. Nagle szaleństwo głów i rąk. Przywieźli mięso. Z tej kotłowaniny wyrywa się niewielki łysawy człowieczek z brzuchem. Zamiast piłki trzyma połeć mięsa. Za nim gonią baby nadspodziewanie szybkie i zręczne. Jedna błyskawicznym ruchem wyrywa mu połeć mięsa, jakby wyrywała wątrobę z boku. Ten pada, po czym się podnosi i nienormalnie spokojny, jak odurzony, staje na końcu kolejki, która się z przodu nadal kłębi i burzy. Czytelniku z przyszłego wieku zadumaj się jaka osobliwa była Polska w 1975 roku.
Na facebooku co jakiś czas spada mi na dłoń czarna kropla, wiadomość, że umarł ktoś kogo znalem. Umarła Sława Bardijewska, miała 97 lat. Podała wiadomość jej córka Liliana z którą mam kontakt.
Po zmroku, wielkie kwiki za oknami. Stado dzików. Mamy zepsutą bramę, więc nie można jej zamknąć, jeden z dzików zatrzymał się i zastanawiał się czy do nas wejść. Nie wszedł. Inne poszłyby jego śladem, Mnie to bawi, ale budzi trwogę Ewy, chociaż jej ojciec był myśliwym a brat jest.