wczoraj wigilia u rodziny brata Ewy. Nie przejechali rodzice brata żony zwolennicy Brauna…choroba…odetchnąłem z ulgą, chociaż to mili ludzie. Tym smutniejsze, że mogą wielbić faszystkę. Iluż miłych ludzi poparło kiedyś Hitlera. Ponad dwadzieścia osób, jedna para w jakiś chrześcijańskiej sekcie, więc czytanie biblii. Balem się, że mnie wytypują bo byłem zdecydowanie najstarszy, ale czytał ten najbardziej religijny z sekty. Właściwie to mógłbym czytać, to przecież świetna literatura. W sumie przyjemnie. Jak słuchałem… jakie to żydowskie. Jak chrześcijanin może być antysemitą? Jaki to szpagat, jaka umysłowa pokraka. Większość obecnych o wiejskiej proweniencji, ale widać jak wieś się ucywilizowała, wzbogaciła. Chociaż to po części nadal inny świat, nie mam z tymi ludźmi o czym rozmawiać.
Zupełnie inaczej dzisiaj u kuzynki Ewy na Leśnej Polanie. Syn Iwony Artur, jest fizykiem atmosfery, niezwykle bystry, ona i jej mąż bardzo inteligentni . Rozmawiamy też o tym jak filozofia zbliżyła się do fizyki. Trochę z grozą o polityce. Na odchodnym pytam Artura o zmiany klimatyczne. Jest gorzej niż przewidywali najwięksi pesymiści. Zmierzamy do globalnej katastrofy, z czego politycy, szczególnie prawicowi nie zdają sobie sprawy lub udają. Trump podobnie jak prezes nie wierzą w zmiany klimatyczne. A przecież naukowcy są tu jednomyślni.