Tej nocy wiało i zacinało deszczem, jakby to był środek jesieni. Nie lubię środka jesieni.
Lubię chodzić do mniejszego sklepu, przez las. Piętnaście minut. Las niemal prawdziwy, kilka zwalonych drzew po wichurze. Jedno zwaliło sie na drugie i przy każdym podmuchu wiatru wydaje skrzeczy i piszczy. A w lesie żywej duszy. Nie do wiary, że to Warszawa. Sklep dużo mniejszy od Lidla, ale duży asortyment i produkty, których nie ma w Lidlu.
Czekam na mecz Igi z Pegulą…Jedyny sport, gdzie jestem zapalonym i wiernym kibicem. Sam już przestałem grać, to „już” brzmi trochę smutno. Najsmutniej mi gdy patrzę na swój sprzęt w tenisowej torbie, rakieta, buty opaski na rękę, piłki. Nie mogę nawet ruszyć tej torby, to by bolało. Dlaczego Już nie gram ? Wiem, że grałbym kiepsko, z pamięcią czasu gdy grałem dobrze. To by bolało. Może nawet czułbym się upokorzony. Podobnie pewnie czuje mój stuletni partner Łukasz…nie rozmawiamy o tym…ale zgodnie już nie gramy.