wczoraj pojechałem oglądać nową Warszawę jak turysta, dzielnice wieżowców, nadal ciągle coś się tam buduje. Moje nie moje miasto…Jak przyjadę tu za kilka lat, jeśli dożyję, wyrośnie jeszcze większy las wieżowców. Ekscytuje mnie ten nowy świat który rośnie, chociaż rośnie już nie dla mnie…Część drogi wracam metrem…a tak dobrze pamiętam czas całkiem niedawny, gdy metra jeszcze nie było w Warszawie. Franek po mnie odziedziczył fascynację miastem, tą nową Warszawę zna lepiej ode mnie. Marzy by kiedyś mieszkać w wieżowcu.
Do Iwony kuzynki Ewy na Leśną Polanę, ładna nazwa i jest rzeczywiście leśnie, dom pod Warszawą z wielkim pięknym ogrodem. Ogród pożera jednak dom dom i wykańcza gospodarzy, wymaga ogromu pracy i energii a oni już nie młodzi mają coraz mniej energii. Robert zajmuje się metaloplastyką, ma warsztacik przy domu. Iwona laborantka w Centrum Onkologii. Mama Iwony zwana przez nasze dzieci Daną (Danuta) zmierza dzielnie i w dobrym stanie umysłu ku 90. Z Robertem lubię rozmawiać o naszym stawie zdrowia, on bierze nawet więcej lekarstw niż ja. Bardzo inteligentny, ale z brakiem czucia świata sztuki, a to jednak defekt. Iwonka też bystra. Lubię z nimi rozmawiać. I nasze wspólne przerażenie, że grozi nam faszyzm. Ja pocieszam, że to będzie faszyźmik, więc łagodna polska wersja.