Wczoraj rano w Enel Med na słynnym Mordorze, ale nadal wiele tam się buduje i miejscami to wygląda imponująco. Ewa podrzuciła mnie samochodem. EKG i konsultacje przed kolonoskopią, którą mam w środę. Byłem cały czas podminowany i czułem się tak jakbym był zrobiony z cienkiej bibułki, gotowej z byle powodu się podrzeć. Wracam tramwajem i autobusem w poczuciu, że wszystko jest niemożliwie trudne i groźne. Okazało się, że brakuje mi jeszcze do zabiegu badania sodu i potasu, moje lekarka przegapiła to zlecając morfologię. W przychodni w Międzylesiu mam jednak protekcję, recepcjonistka jest moja fanką i często ogląda ” Sprawę dla reportera” więcbędę miał badanie w poniedziałek. Zleciła mi to badanie lekarka Ukrainka mówiąca śpiewnie po polsku, niezwykle serdeczna i miła. Jakby byłą wszystkim wdzięczna, że może tu być. Ale to pewnie raczej charakter.
Też wczoraj, wieczorem, na wystawę malarstwa Łukasza Karolkiewicza, galeria Monopol na Marszałkowskiej 34. Nie możemy znaleźć miejsca na parking. Jest 20, jest piątek, już nie płaci się za parking, byliśmy bliscy by się poddać. Ale nie poddaliśmy się i dobrze. Łukasz wycałował mnie, powiedział jest mój przyjaciel a on nie jest wylewny.
1 lipca 1984 zanotowałem: ściągam Krysię Zachwatowicz i Andrzeja Wajdę do pracowni mojego przyjaciela Łukasz Korolkiewicza. Malarz znakomity. Realista magiczny. Obskurna klatka schodowa na Smolnej, brudna obdrapana winda, ostanie piętro, strych. Biedny Łukasz jest niemal tak zdenerwowany, jak wtedy kiedy gra ze mną w tenisa i mu nie idzie. Wajda sprawia wrażenie zmęczonego, ale ożywia się kiedy Łukasz ustawia kolejne obszerne płótna. Na jednym figurka Matki Boskiej na tle ściany pełnej zacieków i śmietnika. -To jest właśnie nasz świat dzisiaj, czy jutro zostanie tylko śmietnik? – pyta Wajda.
Poznałem Łukasza na początku stanu wojennego w pracowni malarza Andrzeja Bieńkowskiego. Dogadaliśmy się, że obaj mamy wielka słabość do tenisa. Rozegraliśmy potem tysiące meczy. Ile myśmy się nagadali nadzy pod prysznicem o sztuce i o polityce. Kiedyś Łukasz zrobił mi zdjęcie nagiemu po prysznicem. Nigdy bym nie przypuszczał, że będzie ono na okładce, wydanego właśnie wielkiego albumu, w którym mieści się niemal cała twórczość artysty. W galerii w warszawskiej Monopol, Marszałkowska 36, trwa wystawa nowych prac Korolkiewicza i tam można kupić książkę. Przepiękne wydana, pomnikowa. Łukasz miał różne okresy w swojej twórczości. Zaczynała w latach 70 jako abstrakcyjny surrealista, nie potrafię inaczej określić jego ówczesnych prac. Potem szybko zbliżył się do realizmu, idąc jakby pod prąd tego co wtedy uznawano w malarstwie. Miał okres z lekka pedofilski, z lekka gejowski, w stanie wojenny dominowały szare kolory , ściany z zmazanymi hasłami, kwietne krzyże. W muzeum Narodowym w Warszawie, wisi wielkie jego płótno, tytuł „13 grudnia „w otwartym telewizorze generał Jaruzelski, malarz stoi z boku , patrzy przez okno, za oknem zapewne smutek i groza, wydaje się, ze nie ma nadziei. Łukasz pomaga sobie fotografią, jest bardzo dobrym fotografem, fotografia podpowiada mu obrazy. Jest największym, pesymista i malkontentem jakiego znam, ale jego spleen ma wiele wdzięku Jest malarzem intelektualistą, bardzo dużo czyta , świetnie pisze, w jednym z listów do mnie znajduję znakomite literackie fragmenty. Mój świat bez Łukasza miałby mniej kolorów, mniej światłocienia i nie miałbym partnera do tenisa, graliśmy ze sobą niemal pół wieku.
Jedna z okładek Albumu, są dwa, Łukasz w masce, ja w tle, nagi pod prysznicem, jaki ja byłem wtedy szczupły !
