Dwa dobre dni w Krakowie, jeden zimny, drugi bardziej łaskawy. Mieszkamy w Szarej Kamienicy na rynku, tuż obok Mariackiego kościoła. Właścicielką kamienicy, gdzie elegancka restauracja i ma siedzibę wiele firm, jest Krystyna A. Mieszka w Sztokholmie, ale część czasu spędza w Krakowie doglądając kamienicy, mówi, że to ogromnie stresujące i pracochłonne zajęcie, myślę, jeśli to dramat to jednak bardzo luksusowy. Krystyna ma pokoje gościnne to nas ugościła. Nigdy nie myślałem, że będę mieszkał na krakowskim rynku. Wernisaż w pięknym Pałacu Sztuki na rynku Szczepanowskim. Trójka artystów w tym Danusia Jaworska, też ze Sztokholmu, ma domek w pobliskiej Lanckoronie . Tytuł wystawy z tytułu mojego wiersza „Co po mnie zostanie”. Krotki wiersz , jak krótkie jest życie.
Co po mnie zostanie
Przetrwać choćby w przypisie
W książce o zatartym tytule
W bibliotece bez kresu
Urządzić sobie w nim dom
I zapalić lampkę w oknie
Dla zbłąkanego wędrowca
Wojtek Ornat stworzył niezwykle wydawnictwo Austeria, specjalizuje się w tematyce żydowskiej, ale wydaje wiele innych, opublikowałem tam nie tak dawno tomik” Epoka wymierania” Wydawnictwo posiada w dorobku ponad trzysta tytułów książek, oraz oddziały w Budapeszcie i Syrakuzach, od niedawno księgarnię Austerii otwarto w warszawskim muzeum Polin. Wydawnictwo mieści się w dawnej synagodze Poppera przy ul. Szerokiej, to właściwie plac na starym Kazimierzu, Zabytkowy budynek liczący kilka wieków, jest własnością Wojtka, jest tam księgarnia i piękna restauracją. Naszedłem Ornata bez uprzedzenia, czego teraz się nie robi. Nie miałem wyjścia. Wojtek to cudowny człowiek, ale taka rzadką dzisiaj cechę, że nie odbiera telefonów. Ale jak widać przyjmuje niezapowiedziane wizyty . Bardzo serdeczne spotkanie i ufundowany obiad. Księgarnia Wojtka w na Sycylii w Syrakuzach ma kłopoty. Włosi tradycyjnie lewicowi, a lewica na całym świecie w nienawiść do Izraela, co już przybiera formy antysemickie, więc księgarnia w Syrakuzach jest bojkotowana. W Polsce nie jest tak źle, ale Wojtek mówi, że wydawnictwa unikają książek o żydowskiej tematyce.
Kraków wokół rynku nieznośnie tłoczny, szczególnie w piątek po południu. Jak się usłyszy się polski, człowiek się ogląda, przeważa angielski, tez dlatego ma się poczucie ze jest się za granica. Przy murach Wawelu manifestacja, nawet po twarzach od razu widać, że to sekta smoleńska, bo rocznica katastrofy, czyli jak chce sekta, zamachu. Przeważają zdecydowanie starzy ludzie. Tłumów nie ma, obłęd raczej topnieje z latami.
Jak zwykle kiedy jestem w Krakowie zaglądam do muzeum w Sukiennicach, bardzo lubię to muzeum w pięknych wnętrzach, bo są tylko cztery sale, więc to ludzka skala i dużo obrazów Piotra Michałowskiego, którego bardzo cenię. Zachodzimy też do muzeum Manggha, nowoczesny budynek zaprojektowany przez japońskiego architekta Arata Isozaki, to muzeum to pomysł Andrzeja Wajdy i jego żony Krysi Zachwatowicz. Manggha jest po drogiej stronie Wisły, naprzeciw Wawelu. Jestem okrutnie zawiedziony, byłem pewien, że jest tam stała ekspozycja słynnej kolekcji sztuki japońskiej Feliksa Jasieńskiego, która zainspirowała Wjadę do budowy muzeum, są tylko czasowe wystawy, w tym o Wajdzie Bywałem w jego wilii na Żoliborzu, więc zgromadzone na wystawie osobiste przedmioty reżysera za bardzo mnie nie interesowały. Na pociechę jemy tam obiad w japońskiej restauracji, z niebywałym widokiem przez gałęzie kwitnących wiśni na Wawel i na biały kościół Na Skałce. Na jego wysokości budowana jest kolejna kładka dla pieszych. Topnieje we mnie złość, że w muzeum nie ma starych japońskich grafik a już chciałem dzwonić z reklamacją do Krysi Zachwatowicz, onieśmielił jej wiek ma 95 lat i że dosyć dawno nie mieliśmy kontaktu