w Czytelniku, stolik a też idę do promocji wydawnictwa. Nie ma w tym pokoju za wiele energii. Ale od Mariusza, pożyczam dwa grube tomy dzienników Goebbelsa. Brado mnie one interesują. Przy stoliku miło, aktora Bożena Stachura mówi, że mam dzisiaj dobrą energie, mam dobrą bo dobrze się czuję. Przyniosłem trzy książki moje i ojca dla E. młoda krytyczka, a ja inwestuję w młodość. E. pomaga mi zlokalizować spadkobierców Białoszewskiego.
Wchodzić w Alejach do autobusu spotykam Ewę Ziomecką, ona wychodzi, całujemy sie w tłoku, i nagle nie czuje lewej nogi, upadam jak długi już w autobusie. Poruszenie , szczególnie staruszki poruszone. Bez trudu wstaję, chociaż Goebbels w plecaczku ciężki, wszyscy mi ustępuje miejsca, ale wstyd. Przesiadam sie do 525 i myślę o tej nodze, od jakiegoś czasu czasami czuję, że jest jakby mniej pewna , mniej stabilna. Coś z nią nie tak. A przecież chyba nie miałem mini wylewu. Dolega mi natomiast trochę wymieniono biodro. Może coś tu sie dzieje.
Około północy przybiega Franek, dziki!. Rzeczywiście, kilka sztuk. Buszują w śmieciach sąsiadów, nie posiadają bramy, więc jutro rano przekonają sie, że mają kłopot. Ewa ma śmieci bio wystawić dopiero jutro rankiem, bo już wiemy co się święci, gdy są odpady biologiczne. Jeden odyniec imponujących rozmiarów.
Czytam dzienniki Goebbelsa, ciekawe, ten człowiek nie był głupcem, kochał żonę i dzieci, które potem otruje w bunkrze Hitlera, gdy będzie z żoną popełniał samobójstwo. Banalność zła. Dzienniki przetłumaczył i opatrzył bogatymi przypisami Cezary Król, kolega z czasów opozycyjnych. Pamiętam jak pod koniec lat 70 ewakuowaliśmy w panice zagrożony podziemny nakład „Umysłu zniewolonego” Miłosza. Filozof Jurek Wocial magazynował te ksiązki w domu a miał zaraz ślub i dostał nagle nerwicy lękowej, że będzie miał rewizję, pójdzie siedzieć i ze ślubu nici.