poniedziałek

Wyrzuciłem stare radio z głośnikami, miało kilkadziesiąt lat, Przez tyle lat niezwodny sprzęt zaczął się psuć. I tak był bardzo dzielny, Kupiłem nowe głośniki już bez radia podłączone tylko do komputera. Wielka radość z tego powodu. Gdy piszę zawsze mam w tle muzykę, piosenkę, trudno mi już pisać bez muzyki.

Wysyłam „Okno z wierszem” do „Zwierciadła” , wiersz Tymoteusza Karpowicza i notkę o nim.

Tymoteusz Karpowicz urodzony w 1921 roku, pisał wiersze awangardowe, więc nowoczesne, eksperymentował z językiem,  zwano jego poezję lingwistyczną, ale on podobno nie lubił tego terminu.  Pochodził ze wsi, podobnie jak najsłynniejszy poeta awangardy Julian Przyboś.  Jakby wiejskie pochodzenie, bliskość ziemi i kamienia, pozwalało odważniej wchodzić w materię języka, jakby pod skórę słów. Od dziecka pracował fizycznie i podczas tych wiejskich prac stracił dłoń.  Byłem mały, kiedy poeta odwiedził nas na Iwickiej i ten brak lewej dłoni robił na mnie duże wrażenie.  Mama pracowała z Karpowiczem w miesięczniku „Poezja”, kierowała tam działem poezji, istniał w PRL-u taki elegancki miesięcznik poświęcony tylko poezji, takie były czasy, że było to możliwe, a nakład niemały. Dzisiaj nie do pomyślenia. Karpowicz, dostał w 1973 roku stypendium do Stanów, w kraju był szykanowany, wyjechał i już nie wrócił. Potem profesor na uniwersytecie w Chicago. Mawiał, że poezja to „dziennik życia zwierząt, które chodzą po ziemi, a chciałyby latać. „ Kiedy w 1985 roku byłem w Chicago zadzwoniłem do niego. Powiedział, że w zasadzie nie spotyka się z ludźmi, ale ze mną się spotka. Prosi tylko jeszcze o telefon, pytam, od której rano mogę dzwonić. Od 4.30 rano – mówi. „Pozna pan mój dom, bo rośnie przed nim jarzębina i jest drewniany płot”. Opisałem w swoim notatniku to spotkanie: „Rzeczywiście bez trudu poznałem ten dom. W środku bałagan, jaki spotyka się na naszej wsi, ale tu zamiast narzędzi rozrzucone są książki. On i żona, widać, że są ze sobą bardzo blisko . Już po pierwszych słowach wyczuwam w poecie wiele cierpienia. Narzeka na nadmiar pracy na uniwersytecie i obojętność otoczenia na poezję. Pytają o Polskę, są naprawdę ciekawi. Opowiadam, ona co chwilę biegnie do biureczka, by zapisać moje słowa. Odniosłem wrażenie, że oboje bardzo się męczą w Ameryce. Że głównie Polska ich obchodzi.

– Dlaczego pan nie wraca? – pytam nagle

– Nie mogę – po dłuższej chwili milczenia dodaje: – Nie mogę z powodów honorowych.

Tak blisko z sobą,  poeta i jego żona zmarli w podobnym czasie w roku 2004 i 2005, pochowani są razem. Na marmurowym nagrobku widnieje cytat z wiersza poety: „I nie da się otworzyć wszechświata szerzej niż ludzkich ramion”.

Karpowicz za życia mało znany, teraz jakby na nowo odkrywany, gdy kiedyś znani są dzisiaj zapominani. Wiersz „Rozkład jazdy” to świetna ilustracja, jak poeta bawił się językiem, zmieniał znaczenia słów, celebrował wieloznaczność, igrał pojęciami. Takie wiersze wymagają od czytelnika pracy wyobraźni i zgody na surrealistyczna zabawę obrazami. To jest lekcja odkrywanie nowego świata, który żyje pod skórą naszego powszedniego. Ci, którzy zrozumieją i poczują ten nie łatwy wiersz, mają w kieszeni paszport do krainy wyrafinowanej poezji.

 

 

Rozkład jazdy

 

Rozłożono jazdę na konie i ludzi

potem na konie i siodła

potem na ludzi i hełmy

potem na pęciny chrapy i piszczele

rozłożono wszystko bardzo szczegółowo

to był dobrze przemyślany rozkład

bardzo długo rozkładano ręce

teraz jazda taka stąd zabiera

spory kawał czasu i łąki

wszystko do tej jazdy się zabrało

rozłożyło nieruchliwością

 

 

 

 

 

 

PODYSKUTUJ: