poniedziałek

jak to ja, nie spałem jeszcze o trzecie w nocy. Straszne hałasy w okolicy naszej bramy, ustały, po czym znowu, jeśli złodzieje to okrutnie hałaśliwi. W ciemności ujrzałem nagle, że fruwa biały plastikowy kosz na odpady. I przeraźliwie kwiki. Dzik. A przecież brama zamknięta. Musiał przecisnąć się przez otwór w ogrodzeniu przy liczniku gazu. Gdybym miał widły, to może bym na niego ruszył, a  tak to tylko straszyłem go głosem, co on miał w nosie, czyli w ryju . Problem, że  dzik wlazł do nas, ale po wyżerce, już nie potrafił tą sam droga wybiec, więc atakował wściekle skrzynkę gazową, uszkadzając podmurówkę. Otworzyłem zdalnie bramę, Franek, który się obudził, widział jak świniak korzysta z okazji i czmycha.

Spacer do sklepu, wiosennie ….dobre samopoczucie bo słońce liże ciepłym językiem a też dlatego,  że napisałem nowe niezłe opowiadanie, że trwają prace przy kopiowaniu moich tekstów z Paryskiej Kultury, geniusz mojego Frania, nie chcę go przeciążać, wiec będzie kopiował jeden dwa teksty dziennie. Za dwa tygodnie książka będzie gotowa. Ciekawe co powie Wiesiek szef Iskier, jak mu ją zaproponuje. Wiem co…powie, że zamyka wydawnictwo, bo jest już za stary i nowych książek nie przyjmuje. Nie przejmę się tym …i powiem, żeby najpierw ją przeczytał… Dalej nie wiem., Wiem, że i tak znajdę wydawcę.  Choćby Czytelnik lub Lira.

Dzisiaj odesłałem redaktorce „Raju nie będzie „, niewiele już przy tym było pracy, kosmetyka, dwa opowiadania wyrzuciłem, raz zmieniłem kolejność.

Jutro „Sprawa dla reportera”, uwodzą mnie komplementami. Zaczynam stawiać warunki, wychodzę w połowie programu, samochód telewizji na mnie czeka.

 

PODYSKUTUJ: