dobrze mi zrobił spacer w mrozie do sklepu, teraz w inną stronę niż zwykle, nie Hafciarską a ulicą w stronę Centrum Zdrowia Dziecka, wzdłuż lasu, tak można też chodzić do przystanku, krócej, 15 minut, szybkom krokiem 10. Siła przyzwyczajenia, nigdy tak nie chodzę. Sklep Groszek , dobrze zaopatrzony , otwarty w niedzielę więc wygodny . Słucham od nocy Stefana Zwiera „Amok” . Dobry austriacki pisarz, nic nigdy jego nie czytałem. Bardzo kiedyś popularny, W latach 30 uciekł z Niemiec do Brazylii, miał złe pochodzenie. W 1942 popełnił z żoną samobójstwo, jako gest protestu wobec zbrodni Hitlera. Imponujące, ale bez sensu. Lepiej żyć i walczyć ze złem.
Prof. Józef Wróbel w końcu przesłał mi całość dzienników Adolfa Rudnickiego. Przepisane i opracowane są dzienniki z lat 1946 – 1986. Gotowe do druku już były przed rokiem 2000, druk zablokowali spadkobiercy pisarza. Głowna przeszkodą była francuska żona Adolfa, chociaż nie znała polskiego, a może właśnie dlatego. Zmarła jakiś czas temu, bardzo sędziwa. Rudnicki zmarł w 2000 roku. Jechałem sztokholmską ulicą Sveavegen , gdy usłyszałem wiadomość w polskim radio. Przyjaźniłem się z Adolfem, chociaż był z pokolenia mojego ojca. Walczę teraz by uzyskać zgodę na druk tych dzienników, napisałem list do jego partnerki, (zgubiłem jej nr tel. i adres mailowy) ma prawa do jego twórczości, syn jest bankierem w Paryżu. Czekam na odpowiedź, staram się być dobrej myśli.
Dobra wiadomość, nagle w nocy nie mogąc spać, przypomniałem sobie, że wszystkie numery „Paryskiej Kultury” są już zdigitalizowane…jak mogłem o tym nie pamiętać. Więc są dostępne i dają się kopiowaćmoje teksty pisane do „Kultury”, od początku lat 80 do śmierci pisma i Redaktora w roku 2000. Magda z Zwierciadła chciała je drukować w wydanictwie Zwierciadło,, zrezygnowała a pudla komputeropisów zgubiła. Nawet gdybym to odzyskał, trzeba aby było to uporządkować, przepisywać, katorżnicza praca. Przed chwilą sprawdziłem, da się te teksty kopiować i zapisywać w wordzie!!!. Tysiące stron. Pisałem te dzienniki pod pseudonimem „Witold Charłamp a potem jako Smecz, Dziennik zewnętrzny ” potem ” Z ukosa) . Chwalił te teksty Lem, Mrożek, Szymborska, Julia Hartwig, Kazimierz Brandys, a nawet Jerzy Urban, chociaż był rzecznikiem generała, na którego rzucałem gromy. Miłosza moje dzienniki drażniły, ale je czytał, miałem czytelników rozsianych po całym świecie, tam gdzie docierało pismo a docierało wszędzie. Jak ja mogłem tego do tej pory nie wydać. Szykowało się do druku też WAB dwadzieścia lat temu, nie wydali. W tej sytuacji chyba traci sens pomysł na „Wypisy z mojego życia” a może nie traci…to byłaba inna książka. Przeczytałem swój ostatni dziennik w ostatnim numerze „Kultury” , to jest naprawdę dobre. I jakie świadectwo czasu.