piątek

znowu koszmarny sen, typowy dla moich snów. Nie mogę zdążyć na samolot, setki przeszkód. Spóźniam się. I powstają nowe niemożliwe komplikacje. Budzę się z ulgą, jak spoglądam na zegarek i znowu wpadam w rozpacz, że niemal południe. Długo w nocy słuchałem i wysłuchałem do końca biografie Juliana Tuwima.

 

 

 

PODYSKUTUJ: