czwartek

wczoraj wysłałem felieton do „Przeglądu” . Podsumowanie roku, który minął. Jak on szybko już się oddala. Nowy będzie pewnie ciekawy, więc dobry dla felietonisty, ale nie dla świata.

W mojej małej bibliotece, tej najbliższej w Wawerskim Centrum Kultury znajduje więc potrzebnych książek niż mogłem się spodziewać. Pożyczam dzisiaj „Opowiadanie dla przyjaciela Haliny Poświatowskiej. Wysłałem „Okno z wiersze” do Zwierciadła z jej wierszem i teraz coraz głębiej zanurzam się  w jej wierszach i w jej życiu. Znakomite są jej listy. „Opowiadanie…” to opowieść autobiograficzna w formie pełnego dygresji listu do jej niewidomego adoratora i przyjaciela Ireneusza Morawskiego. Świetna książka, wstyd, że jej nie znałem. Na facebooku znajduję brata Poświatowskiej, młodszy był od niej więc nie jest sędziwy. Poetka zmarłą w 67 roku w wieku 32 lat. Napiszę do niego. To niesłychane jakie możliwości kontaktu otwiera Internet, jak znajduje się ludzi zdaje się zagubionych na amen.

Spacer do fryzjerski, okazuje się, że pomyliłem dni. Nie ma dzisiaj wielkiego mrozu, właściwie lubię taką pogodę.

Z pasją czytam „Opowiadania dla przyjaciela” Poświatowskiej. To ciepło napisana i świetnie napisana relacja ze swojej choroby, z pobytu w szpitalach. Żyła z trudem, ale bogato, z sercem, które było jak delikatny kryształ, który może się w każdej chwili stłuc. I w końcu on się stłukł w roku wydania tej ksiązki,  w 67 roku.  Jak mogłem nie znać tej książki.

 

 

 

 

 

PODYSKUTUJ: