wczoraj wieczorem śledzik u Ewy Chotomskiej i jej imieniny. Jak co roku. I ci sami goście. Moja Ewa najmłodsza. Więc wszyscy jakby poprzebierani za ludzi, do których już nie na żarty dobrał się czas. Długo rozmawiałem z Maciejem Wojtyszko, pisarz, reżyser. Niezwykle miły, młody duchem artysta. Ogromnie chwali mój „Dom pisarzy w czasach zarazy”. Miło mi, ale też trochę smutno, że ta książka nie zaistniała, jak powinna, w obiegu kulturalnym. Tomek Samosionek, mąż Ewy, reżyser, schudł niemal trzydzieści kilo i to widać, zwykle ludzie tak chudną, gdy mają raka. Ciekawe, że starsi ludzie, którzy chudną wcale nie wyglądają najlepiej, to ich postarza. Matka Ewy, Wanda, pisarka dla dzieci już od dawna nie żyje, a pamiętam jak wczoraj, jak z nią jechałem w jednym przedziale na festiwal literacki do Słupska.
Osadzanie choinki na stojaku, jak zwykle okazuje się to nie takie proste, bo ona złośliwie się przechyla. Więc zupełnie nie świąteczne zdenerwowania.
Czytam Byrona, listy, dzienniki, notatki. Był buntownikiem, czasami nawet awanturnikiem, ale bardzo luksusowym. Po Europie, gdzie wspierał włoskich i greckich powstańców, jeździł z wieloma służącymi, a też z całą menażerią zwierząt, małpy, psy, sokół, oswojona wrona…